W ostatnim czasie trochę się działo, co odbiło się niestety na ilości postów na blogu. Na wsi pojawiłam się po ponad miesiącu nieobecności, ale byłam bardzo pozytywnie zaskoczona ;) Tam jest po prostu ładnie. I nie zmienił mojego zdania fakt, że na podwórku pojawiły się duże ilości niesprzątniętego eternitu (wcześniej zakrywał go śnieg) i możliwość chodzenia wokół domu jest dość ograniczona, ponieważ pokrzywy i chwasty sięgają już ponad kolana.
I tak lubię tam być :)
Ostatni wyjazd był pod hasłem posadzenia 4 wierzb, które nie wiadomo skąd się wzięły w domu rodziców i zaczęły już puszczać korzenie.
Dodatkowo Tata uparł się, że będzie sadził cebulę. No i super, tylko tam absolutnie nie ma gdzie. Nic nie szkodzi, Tata pozbędzie się chwastów i tam ją posadzi.
No więc jedziemy, Tata pozbywa się chwastów na powierzchni 3x4 m. Ale lata Taty już nie te, więc po przekopaniu górnej warstwy, Tata się zmęczył. Dostałam szpadel i kopania ciąg dalszy był już w moich rękach. Potem wyrównanie i posadzenie. Dobrych kilka godzin pracy! Ale mogę tak robić co tydzień, bo radość mojego Ojca, gdy patrzył na swój pierwszy ogródek, jest nie do opisania!
No i pięknie :)
OdpowiedzUsuń