sobota, 20 lipca 2013

Wciąż sprzątam...

Seria zmian w moim życiu w ostatnim czasie odbiła się negatywnie na częstotliwości zamieszczania wpisów na blogu. Na postępach w remoncie również. Tak czy siak wciąż sprzątam... Bo sprzątanie jest fajne :) 

Po ostatniej wizycie moich rodziców na posesji otrzymałam wyraźne polecenie skoszenia trawy i wypielenia ogródka (przypominam, że powstał on na życzenie mojego Taty!). I o ile pozbyciem się niewielkiej ilości zielonego wroga moich roślinek mogę się zająć sama,



tak do kosiarki żyłkowej raczej się nie zbliżam. Pierwszy wolny termin Brata - za 4 tygodnie! A trawa rośnie!



Ustalona data wreszcie nadeszła i kilkugodzinna ciężka praca poskutkowała możliwością podjazdu pod dom.



Posadzone podczas zeszłorocznej jesieni wiśnio - czereśnie przyniosły swoje pierwsze owoce :) 



No i róża rośnie! Najpierw zasypana śmieciami, później eternitem, teraz odzyskuje siły. W przyszłym roku może jeszcze jej w tym pomogę.


2 komentarze:

  1. mam podobnie - gdy przyjeżdżam do naszej Ruderii ciągle sprzątam i plewię, czasu brakuje na relaks. Pierwsze własne owoce to jest coś! my na jabłka naczekamy się jeszcze długo. Róża ładna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z roku na rok coraz ładniejsza :) Mam nadzieję, że w najbliższym dziesięcioleciu znajdzie się czas na odrobinę relaksu :)

    OdpowiedzUsuń